Blog > Komentarze do wpisu
Ziewanie w marszu

Gazpacho - March of Ghosts

Ponowne spotkanie z Gazpacho to dla mnie niemalże podróż sentymentalna, której poprzedni rozdział wziął się z czystego przypadku. Otóż w zamierzchłych czasch wynalazłem ten zespół bezwstydnie buszując w płytach należących do mojej współlokatorki. Posiadała ona oryginały 'Bravo' oraz 'When the Earth Lets Go', co podówczas było dla mnie sprawą co najmniej podejrzaną. Rzecz w tym, że po osobie u której z groszem bywało raczej nieciekawie, nie spodziewałem się dosłownie żadnych nagrań z hologramami na pudełkach - a cóż dopiero rockowych wypocin jakiejś tam kapeli z Norwegii. Fakt, same okładki były ładne; temu zaprzeczyć się nie da. Ja jednak oczekiwałem czegoś innego. Wyjaśnień.?


Wyjaśnienie znajdowało się przed moimi oczami, ale by zaczęło gadać, potrzebowałem komputera i wolnej godziny. Któregoś dnia udało mi się połączyć te dwa luksusy. I już poszło. Stopniowo zaczęło wychodzić na jaw, że znalezione wkrótce później w internecie określenia typu 'najlepsza na świecie grupa bez kontraktu płytowego' miały sens. Bo jeśli w USA ktoś zmiłował się nad takim tam Evanesence to dla nie proszących o łaskę spadkobierców tradycji nostalgicznej w muzyce gitarowej też mógł znaleźć miejsce w swej wytwórni.?


'Bravo' polubiłem za różnorodność i dynamikę; zamiast pozować na zadumę, krążek oferował dość proste, ale zgrabnie skonstruowane kawałki tudzież wybryki w rodzaju 'Novogorod' o nieco depechowym sznycie. 'When the Earth Lets Go' natomiast mniej przypadło mi do gustu. Powód jest prosty: jak wiele innych kapel, dysponujących zdolnymi a śpiewającymi zimne dźwięki wokalistami, Gazpacho wpadało na mielizny jednostajności i smęcenia. Nazbyt eksponowane, nieco pretensjonalne liryki frontmana gryzły się mocno z co lepszymi piosenkami (większość tychże zawierało właśnie 'Bravo') a ślamazarne tempo rozwoju akcji raczej maskowało brak pomysłów, niż tworzyło cokolwiek konstruktywnego.?


Wymieniłem tak wiele słabych stron tej ekipy nie bez powodu - wiele z nich powtarza się bowiem na 'March of Ghosts', będącym jak dotąd ostatnim przystankiem mojej iście proustowskiej wyprawy. Aby uniknąć nieporozumień: nie czyni to w zasadzie tej płyty złą. Powiem więcej - na wysokości utworu pt. 'Mary Celeste' jasno poczułem, że jest jeszcze dla Gazpacho nadzieja. Niestety, po pierwsze był to song dopiero siódmy na jedenastoczęściowej płycie. A po drugie? Konstrukcja rzeczonej piosenki wyglądała jak gdyby grupa nieśmiało wykraczała poza naznaczone sobie ramy, by potem się do nich kunktatorsko wycofać na pozycje wyjściowe - albo i dalej. To irytuje. Bardzo.?


Gdzieś przy końcu tego longplaya odkrywam prawdziwą przyczynę problemów, jakie mam z Norwegami. Chodzi o to, że tak jak w 'Golemie' instrumenty tych facetów powinny stanowić przeciwwagę dla głosu Jana Henrika Ohme'a, nie zaś dawać mu się wciągać w bezsensowne tropienie Smętka. Pal licho upadabnianie się do U2; tak przygotowane Gazpacho daje się nie tylko strawić, ale i od kęsa do kęsa posmakować. Lecz budowanie osi płyty wokół rozrzuconych części nudnawego cyklu 'The Hell Freezes Over' to pomysł chybiony. Chcało się najwyraźniej chłopakom nagrać coś epickiego, a zapomnieli o niezbędnej dawce luzu.


Ach, byłbym zapomniał: jeśli ktokolwiek ma jeszcze wątpliwości po pierwszym razie z tą płytą, polecam eksperymentalne odsłuchanie jej w kolejności odwrotnej do zamierzonej przez wydawcę. Poważnie. Lepsze wrażenie gwarantowane.

Ocena: 56%

Strona domowaLast.fmYouTubeMySpaceTwitterRate Your Music

czwartek, 19 kwietnia 2012, popzags

Polecane wpisy




Everything Is Fire by Ulcerate on Grooveshark Caecus by Ulcerate on Grooveshark Tensor by Carbon Based Lifeforms on Grooveshark MOS 6581 (Album Version) by Carbon Based Lifeforms on Grooveshark Shutûn by Troum & All Sides on Grooveshark Steve McQueen by M83 on Grooveshark Midnight City by M83 on Grooveshark if you treat us all like terrorists we will become terrorists by the third eye foundation on Grooveshark anhedonia by the third eye foundation on Grooveshark