RSS
środa, 07 grudnia 2011
Wyciskacz potu

Troum & All Sides - Shutûn

Ostatnie dni spędzam w krainie ambientu, zapoznając się z twórczością wspaniałych artystów, którzy zapewne nigdy nie dostąpią nawet średnich rozmiarów rozgłosu medialnego. Bo to wszak rynek muzyczny - a czy ambient jako taki jest jeszcze muzyką? Ja wolę o nim myśleć jako o dźwiękowej formie przekazu, gdzie jednak, w przeciwieństwie do dzieł muzycznych jako takich, usadowienie w czasie ma trzeciorzędne, jeśli w ogóle jakieś, znaczenie. Można ambient rozciągnąć do proporcji jakich nie sposób sobie wyobrazić w przypadku dobrej gumy balonowej; można, miast dodawania, odejmować kolejne efekty; można wreszcie spiętrzać fale różnych długości i częstotliwości, do maksimum wyzyskując potencjał nie mających strun ni pudeł rezonansowych cudów elektrotechniki. Ostatecznym probierzem jakości jest wszak efekt końcowy, który, przyznaję się bez bicia, pozostaje dla mnie niemożliwy do precyzyjnego wyrażenia słowami.

Może więc spróbuję powiedzieć to najprościej: przy 'Shutûn' spociłem się z wrażenia. I nie chodzi wyłącznie o sam efekt fizjologiczny; zastanawiające jest tylko że miał on miejsce przy płycie, która nie zaznała gitary, wokalu czy saksofonu. Biorąc pod uwagę, że wyżej wymienione środki przymusu audytywnego były dotąd konieczne bym z przyzwyczajenia sięgał po antyperspirant, Troum & All Sides spisali się. A zaczęli całkiem niewinnie: od małego (ok. 2 minut), plemiennego intro. Poddawszy je wspomnianemu już tu rozciąganiu (kolejne 2 minuty), rozbudowali jedną kompozycję aż do niespełna godziny, przy czym - aby wytknąć im jedno potknięcie - trudno się zgodzić z podobnym zabiegiem. Bo płyta wyraźnie dzieli się na intro oraz trzy epickich rozmiarów bloki, przedzielone krótką interludą. I to właśnie owe potężne, dźwiękowe bloki stanowiąc jej sile.

Pierwszy z początku nie przedstawia sobą nic szczególnego; ot zapętlony, rytmiczny, niespełna dwusekundowy fragment. Przy głębszym wsłuchaniu się można wszak dostrzec delikatne opóźnienie, jakiemu poddawany jest ostatni fragment loopu. Nie sposób też pominąć smaczków, takich jak odległe brzęknięcia gongu czy zmultiplikowane echo głównego tematu. I oto, na wysokości 10:18, dźwięki rozpędzają się, niczym walec miażdżąc mnie powolnym, majestatycznym drone'm. Warto w tym miejscu podkręcić głośność; to jedna z tych płyt, której treść wydaje się być emitowana niczym zza kotary, co pozwala niemal na rozwalanie głośników/słuchawek bez jednoczesnego rozwalania bębenków. Co ciekawe, pierwotny loop zostaje w tym miejscu sprytnie wycofany na zaplecze i zagęszczony na tyle pomysłowo, by wypływać na wierzch zawsze z wybornymi rezultatami.

Blok pierwszy eksploduje plamami o coraz to wyższej częstotliwości; drugi natomiast to już zupełnie inna historia. Przede wszystkim rozwija się bardzo powoli - budowanie go trwa dobre dwanaście minut podczas których po raz pierwszy pojawiają się wyraziste szelesty i stukania. To już znacznie konkretniejszy fragment płyty, zaznaczony mechanicznym brzęczeniem, jakie w surowej postaci mogłem już poznać na 'Theory of Machines' Bena Frosta. Tu podporządkowano je większemu celowi; uwaga słuchacza, zamiast na nim, powoli skupia się na wypełzających z tła teksturach. Dark ambient co się zowie; ostatecznie przeobraża się on w niespokojne bicie serca, z którego raz jeszcze wydobywana jest pokręcona... melodia? Tak, tego słowa użyłbym, gdyby chodziło o muzykę. Ale przecież w pierwszym akapicie już sobie coś wyjaśniliśmy, nieprawdaż?

To właśnie tu, w czterdziestej minucie 'Shutûn', artyści odkrywają swoją ludzką twarz. I, śmiem twierdzić, za ten właśnie, trzeci dźwiękowy blok zasługują na piekielnie wysoką notę. Bo - tu dygresja - ambient, podobnie zresztą jak jazz, generalnie zasługuje na surowsze traktowanie niż obecnie; w obu gatunkach można dziś często zaobserwować postawę 'wszystko mi się podoba'. Problem z odróżnianiem ziarna od plew, tudzież problem z oceną jakości poszczególnych ziaren, nabrzmiewa. To czas kulturowej nadprodukcji. W nim Troum & All Sides zawiesili poprzeczkę wysoko, w nader zawiły sposób majstrując przy bardzo prostych, fundamentalnych wręcz dla gatunku motywach. Stąd ta podjarka; stąd też ten wpis.

Ocena: 82%

Strona DomowaLast.fmYouTube




Everything Is Fire by Ulcerate on Grooveshark Caecus by Ulcerate on Grooveshark Tensor by Carbon Based Lifeforms on Grooveshark MOS 6581 (Album Version) by Carbon Based Lifeforms on Grooveshark Shutûn by Troum & All Sides on Grooveshark Steve McQueen by M83 on Grooveshark Midnight City by M83 on Grooveshark if you treat us all like terrorists we will become terrorists by the third eye foundation on Grooveshark anhedonia by the third eye foundation on Grooveshark